Przejdź do głównej zawartości

Posty

do stu tysięcy beczek naszych łez daj mi rękę

Maj był dla mnie ciężki, a i czerwiec też nie zaczął się łatwo. Płaczę ostatnio więcej, niż moja urodzona we wtorek siostrzenica, a Życzenie tuli, głaszcze, wyciera łzy, całuje w czoło i obiecuje, że będzie dobrze, że ze wszystkim dam sobie radę. Naprawdę nie wiem, jak poradziłabym sobie bez niego (choć oczywiście i on potrafi mi czasem porządnie napsuć krwi). 
Chciałabym mu tyle powiedzieć, chciałabym tyle tu opowiedzieć, ale słowa, które układam w głowie, nie rozbrzmiewają głośno, nie pojawiają się na ekranie laptopa. Bo ja... czasem po prostu nie wiem, co robić
Najnowsze posty

za swoim szczęściem biegnę w świat

O wspólnym wyjeździe zaczęłam marudzić już w grudniu. Jakoś na początku roku udało nam się wybrać termin i miejsce i zarezerwować nocleg. Już następnego dnia zdążyliśmy się o to pokłócić, na szczęście nie na poważnie. W związku ze stanem zdrowia siostry do samego końca nie byłam pewna, czy w ogóle pojadę. Więc kiedy ruszyliśmy w piątek o szóstej rano, byłam naprawdę szczęśliwa, nawet mimo padającego deszczu i wczesnej, jak na mnie, pory.


Zanim dotarliśmy do Mikołajek, zdążyło się już wypogodzić i piękna pogoda utrzymała się tego dnia i w sobotę. W ten weekend zrozumiałam, dlaczego wielu osobom tak podobają się Mazury. Przyznaję, że mnie to miejsce zauroczyło. Popłynęliśmy na Śniardwy, chodziliśmy na spacery, grzaliśmy się w słońcu, jedliśmy lody, odpoczywaliśmy i przede wszystkim spędzaliśmy czas razem. 
Oczywiście nie wszystko było tak bajkowe, jak to w życiu, ale miło było wracać do domu.  i znów przekonałam się, że muszę się jeszcze wiele nauczyć.



*.*

To wyżej pisałam na początku t…

Festiwal Ziemniaka część druga, czyli o Pyrkonie 2017

O Pyrkonie 2016 z mojej perspektywy przeczytacie tutaj.
Na początku zaznaczę, że dla mnie Pyrkon 2017 bardzo różnił się od zeszłorocznego, ale nie znaczy to, że był gorszy.

Z jednej strony było dość pechowo. 
Po pierwsze, pojechałam lekko przeziębiona, więc chusteczek zużyłam co niemiara. Przeszkadzało mi to dość poważnie w piątek i część soboty - przez to byłam tylko na trzech prelekcjach, które jakoś mnie nie porwały, a także uniemożliwiło mi to piątkową integrację. 
Poza tym w sleeproomie było potwornie zimno. Pierwszej nocy zmarzłam na kość, więc drugiej spałam w dżinsach i swetrze - a optymalna temperatura dla mojego śpiwora to 8 stopni. Straszne było też to, że na całą noclegownię była tylko jedna toaleta, do której kolejki były kilometrowe. Do innych zresztą w większości też. 
Ponadto pękł mi materac, więc jedną noc zmuszona byłam spać na gołej - oczywiście lodowatej - podłodze. W torbie zepsuło się kółko, więc zamiast ciągnąć, musiałam ją nieść.
Pogoda też nie rozpieszczała, c…