Przejdź do głównej zawartości

Posty

spadająca gwiazda spełnia sny

Najnowsze posty

wypadłam z SLA

Melduję się, żyję, nic się nie zmienia.
Nie wyprowadziłam się, wciąż mieszkam z tatą, wciąż mnie to wkurza. Praca ta sama, ale ostatnio dostałam całe 100 zł brutto podwyżki. Żeby mi się tylko w głowie nie poprzewracało od tego dobrobytu. Życzenie ciągle jest przy mnie i wierzę, że już tak zostanie. Znajomi ci sami, żadnych nowych twarzy.
Z ciekawszych rzeczy to chyba tylko wieczór panieński koleżanki z liceum, na który pojechałam aż do Warszawy. Był okej, ale też uświadomił mi, jak nudnym człowiekiem byłam w szkole średniej.
A za tydzień na wesele. Poza tym odliczam też dni do Pyrkonu, choć niestety nie będzie tam kilku osób, na które liczyłam.
I to tyle. Post raczej nie kipi entuzjazmem, a to dlatego, że choć nie mam na co narzekać, to przez większość czasu po prostu mi się nie chce. Nic. 

zbuduję Ci dom, czyli mały update (ach, ta korpomowa)

Zacznę od pracy, bo to ostatnio większa część mojego życia. Zdarzyły się trzy ważne rzeczy. 
Po pierwsze, team, w którym byłam, nagle ni z tego, ni z owego podzielili na dwa zespoły. Kiedy zaskoczona szukałam siebie na liście członków obu grup, okazało się, że ja wyląduję w zupełnie innej. Tego ostatniego trochę się spodziewałam, i o tym, że nas przesadzą też wiedziałam, ale mimo to trochę nie mogłam się po tym pozbierać. Atmosfera po spotkaniu, na którym to ogłoszono, była naprawdę smutna, a koleżanka prawie się popłakała. W końcu jednak się przyzwyczailiśmy, a ja doszłam do wniosku, że trafiłam do fajnych ludzi. 
Po drugie, byłam z koleżankami z pracy na piwie (tak, z tymi, z którymi nas rozdzielono). Ku mojemu zdziwieniu, bawiłam się bardzo dobrze.  Obgadałyśmy ludzi, udane i nieudane podrywy, pakiet medyczny Luxmedu i urlopy macierzyńskie. Pewnie impreza by się przedłużyła, gdyby nie to, że spotkałyśmy się w poniedziałek. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się to powtórzyć.
I po trz…

za Tobą pójdę jak na bal, czyli melduję się w 2018 roku

Wszystkiego najlepszego w nowym roku. :) 
Tak, wiem, mam zapłon, 2018 rok mamy już od dwóch tygodni, ale zwyczajnie nie miałam możliwości pisać. Od wczoraj jednak jestem dumną posiadaczką nowego laptopa, więc może uda mi się bywać tu częściej.
2017 był dla mnie całkiem dobrym rokiem.
Dużo podróżowałam. Pierwszy raz w życiu byłam na Mazurach i natychmiast się w nich zakochałam. Oprócz tego był Przewóz, Pyrkon (nasz pierwszy cosplay i punkty fejmu), Giżycko - Twierdza, góry, Szwecja... No i kilka mniejszych wycieczek, a co za tym idzie, sporo keszy.
Były też mecze (ze dwa czy trzy), koncert (niestety tylko jeden), książki (ze trzydzieści, trochę mało), filmy (sporo chodziłam do kina - Strażnicy Galaktyki, Logan, Wonder Woman, Thor, Ghost in the Shell, Spiderman... i oczywiście w domu też kilka obejrzałam), spacery i rowery.
Sporo wypitego alkoholu, kilka poważnych rozmów i przepłakanych nocy, i kilka nocy nieprzespanych z zupełnie innych powodów.
Dwie prawie bez problemów zaliczone sesje…

bellissimo

Pierwsze dwa korpotygodnie minęły dość szybko i chyba nawet w miarę przyjemnie. Na razie wszyscy dookoła powtarzają nam (bo razem ze mną przyjęto jeszcze kilka innych osób), jaka to ta firma nie jest wspaniała. Na razie moje odczucia są raczej pozytywne. Kojarzę już niektórych ludzi, nauczyłam się rozkładu pomieszczeń na moim piętrze (to znaczy którędy najbliżej do której kuchni i toalet), ale wciąż jeszcze mnóstwo rzeczy przede mną. Muszę się przyzwyczaić też do rannego wstawania i półtorej godzinnych powrotów do domu, które powinny mi zajmować o połowę czasu mniej, ale korki są gigantyczne.
Poza tym, gdzieś tam były moje urodziny, oczywiście z powodu pracy i zajęć żadnego hucznego świętowania nie było. Dostałam piękny komplet łańcuszek + bransoletkę od Życzenia. W zeszłym roku były kolczyki, teraz to, tylko pierścionka jeszcze brakuje. :P On dostał ode mnie portfel i whisky, siostrze kupiłam lakiery hybrydowe.
Udało mi się w końcu upiec pierniki, teraz czekają na dekorację, i miodo…

uwolnij nas

Listopad wreszcie dobiega końca. Muszę przyznać, że ja z początku tego miesiąca i dzisiejsza ja to dwie różne osoby.
Zrobiłam prawko. Zdałam za drugim razem, choć egzaminator był strasznie chamski i stwierdził, że bardzo źle jeżdżę. Teraz czekam tylko na sms-a z urzędu, że mogę odebrać dokument.

I dostałam pracę. Nigdy nie marzyłam o byciu korposzczurem, ale zawsze to jakieś zajęcie, doświadczenie i pieniądze. W poniedziałek zaczynam.
Poza tym serduszko Kornelii okazało się zdrowe, tata też ma dobre wyniki, Życzenie też już przestał marudzić. 
Czego chcieć więcej?
Ciekawe, jaki będzie grudzień. To zawsze był mój miesiąc. Najpierw badania lekarskie, potem zjazd i urodziny, a czwartego do roboty. Muszę kupić prezenty, ogarnąć dom na święta, spróbować zorganizować jakąś Wigilię i oczywiście upiec i ozdobić pierniczki, a także wymyślić jakiś plan na Sylwestra.

list

Tęsknię za Tobą, Mamo. 

To już rok, odkąd nie ma Cię z nami. 

Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie zrobimy nic razem. Nie będziemy spędzały razem czasu, pijąc razem kawę/herbatę na schodach przed domem, nie rzucisz A może pojedziemy dzisiaj do lumpa i nie spędzimy całego dnia przebierając w używanych rzeczach, nie będę się denerwować, że miałyśmy pojechać na chwilę do Brico, a oglądasz roślinki już z godzinę, a na koniec nie pójdziemy razem do Szperka na lody. Ciasteczkowe, nasze ulubione. Nie wypijemy whisky z colą ani żurawinowej Finlandii z grejpfrutowym sokiem. Nie będziemy podziwiać wypieków Buddy'ego ani krytykować dziewczyn z Salonu Sukien Ślubnych

Ale też nigdy nie pomożesz mi wybrać mojej własnej sukni, a moje dzieci nigdy nie poznają babci Wiesi. Nie zobaczysz jak kończę studia i nie będziesz ze mnie dumna, kiedy zdam prawo jazdy. 

Może pod niektórymi względami jest łatwiej, w końcu Tata nie wtrąca się w moje postępy w nauce, nie marudzi, że od prawie roku …