Przejdź do głównej zawartości

Posty

za swoim szczęściem biegnę w świat

O wspólnym wyjeździe zaczęłam marudzić już w grudniu. Jakoś na początku roku udało nam się wybrać termin i miejsce i zarezerwować nocleg. Już następnego dnia zdążyliśmy się o to pokłócić, na szczęście nie na poważnie. W związku ze stanem zdrowia siostry do samego końca nie byłam pewna, czy w ogóle pojadę. Więc kiedy ruszyliśmy w piątek o szóstej rano, byłam naprawdę szczęśliwa, nawet mimo padającego deszczu i wczesnej, jak na mnie, pory.


Zanim dotarliśmy do Mikołajek, zdążyło się już wypogodzić i piękna pogoda utrzymała się tego dnia i w sobotę. W ten weekend zrozumiałam, dlaczego wielu osobom tak podobają się Mazury. Przyznaję, że mnie to miejsce zauroczyło. Popłynęliśmy na Śniardwy, chodziliśmy na spacery, grzaliśmy się w słońcu, jedliśmy lody, odpoczywaliśmy i przede wszystkim spędzaliśmy czas razem. 
Oczywiście nie wszystko było tak bajkowe, jak to w życiu, ale miło było wracać do domu.  i znów przekonałam się, że muszę się jeszcze wiele nauczyć.



*.*

To wyżej pisałam na początku t…
Najnowsze posty

Festiwal Ziemniaka część druga, czyli o Pyrkonie 2017

O Pyrkonie 2016 z mojej perspektywy przeczytacie tutaj.
Na początku zaznaczę, że dla mnie Pyrkon 2017 bardzo różnił się od zeszłorocznego, ale nie znaczy to, że był gorszy.

Z jednej strony było dość pechowo. 
Po pierwsze, pojechałam lekko przeziębiona, więc chusteczek zużyłam co niemiara. Przeszkadzało mi to dość poważnie w piątek i część soboty - przez to byłam tylko na trzech prelekcjach, które jakoś mnie nie porwały, a także uniemożliwiło mi to piątkową integrację. 
Poza tym w sleeproomie było potwornie zimno. Pierwszej nocy zmarzłam na kość, więc drugiej spałam w dżinsach i swetrze - a optymalna temperatura dla mojego śpiwora to 8 stopni. Straszne było też to, że na całą noclegownię była tylko jedna toaleta, do której kolejki były kilometrowe. Do innych zresztą w większości też. 
Ponadto pękł mi materac, więc jedną noc zmuszona byłam spać na gołej - oczywiście lodowatej - podłodze. W torbie zepsuło się kółko, więc zamiast ciągnąć, musiałam ją nieść.
Pogoda też nie rozpieszczała, c…

ależ ona jest przepiękna, czyli kilka zdań o świętach

Jeśli mam być szczera, tegoroczną Wielkanoc najchętniej obchodziłabym... szerokim łukiem. Na szczęście po kolejnej kłótni siostry z tatą zostało ustalone, że w niedzielę przyjedzie do nas siostra taty z mężem i synem, w dodatku ponoć tylko na kawę i ciasto. Dzięki temu liczba potraw do przygotowania zmalała; planujemy upiec raptem dwa rodzaje mięsa, zrobić jedno danie z makaronem, trzy sałatki i trzy ciasta, plus tradycyjne śniadanie wielkanocne. 
Nie zmienia to faktu, że zamiast tego wolałabym po prostu spędzić kolejną leniwą niedzielę i poniedziałek z najbliższą rodziną i Życzeniem. 
Mimo wszystko jestem jakaś taka... szczęśliwa. Zwłaszcza kiedy patrzę na upieczoną wczoraj babkę z adwokatem, rozłupane orzechy włoskie i bukiet goździków w wazonie. 

Życzę Wam kochani przede wszystkim spokoju. Pamiętajcie, że nikt z Was nie musi być perfekcyjną panią/perfekcyjnym panem domu, najważniejsze nie są lśniące okna i idealne dania, ale czas spędzony z tymi, których kochacie. 
Niczym boysband…