Przejdź do głównej zawartości

Posty

lecą kartki z kalendarza tak jak liście z drzew

Korpotydzień mija za korpotygodniem. Pięć dni w tygodniu budzik ustawiony na 5:30, dwa dni można pospać dłużej, choć zwykle i w weekend budzę się dość wcześnie. Dwadzieścia jeden tabletek różowych, siedem białych i nagle okazuje się, że minął kolejny miesiąc. Wypłata, wypłata, wypłata plus premia, co znaczy, że kolejny kwartał za mną.
Może ktoś z was pomyślał, że nie piszę, bo coś wydarzyło się w moim życiu. Może coś dobrego, jak nowa droga życia, przeprowadzka czy wyjazd, a może coś złego, jak choroba kogoś bliskiego albo nawet śmierć. A może nie ma tu już żadnych was i nikt ani przez chwilę nie zastanawiał się, co się ze mną stało.
Prawda jest taka, że u mnie nic się nie zmieniło. Żadnych odważnych życiowych decyzji, deklaracji, czy choćby podjęcia próby zmiany. Ta sama praca, ten sam Życzenie, ta sama wkurzająca rodzina i przyjaciele. To samo biurko na open space i te same cztery ściany w domu.
Jednak jest jakiś jaśniejszy punkt w tym wszystkim, a mianowicie podróże. W tym roku ud…
Najnowsze posty

Życie jest pociurlone...

Jakiś tydzień temu, w środę albo w czwartek, obudziłam się obok Mężczyzny Mojego Życia. 
W sensie, jego obecność nie była czymś niezwykłym, choć codziennym też jeszcze nie, ale gdy na niego spojrzałam, doznałam małego olśnienia. To jest ktoś, z kim chcę być już zawsze (a jeszcze nie tak dawno mówiłam, że zawsze to przecież strasznie długo).
Oczywiście niedługo potem do głosu doszła proza życia, ale ta myśl ciągle jest gdzieś w mojej głowie.
Płaczę ostatnio dużo i dużo przeżywam, a on wciąż tuli, głaszcze i przytula (choć czasem boję się, że ta anielska cierpliwość kiedyś się wyczerpie). Wystarczy, że jest, że trzyma za rękę, a ja zaczynam wierzyć, że wszystko ma sens, że wszystko się uda. 
Zawsze będę się tobą opiekować.

spadająca gwiazda spełnia sny

pierwszym mym Życzeniem jesteś Ty
Nie miałam ochoty iść na to wesele. No wiecie, trzeba się wystroić, założyć niewygodne szpilki, a potem udawać, że się dobrze bawi. W dodatku zwyczajnie bałam się, że nie odnajdziemy się w towarzystwie, z którego niewielką część poznałam przy okazji wieczoru panieńskiego.
W sobotę wstałam więc pełna obaw i ledwo zdążyłam się przygotować. Zapomniałam o tym, że dobrze byłoby mieć choćby eyeliner i ratowałam się jakąś dość starą kredką (jak się później okazało, eyeliner miałam, i to całkiem nowy) czy lakier do włosów, w panice szukałam też wsuwek, a paznokcie malowałam na ostatnią chwilę.
W kościele zmarzłam, ledwo uszłam z życiem w szpilkach, a do prezentu przypadkiem dorzuciłam karteczkę z numerem telefonu, ale później było już tylko lepiej. 
Po obiedzie zmieniłam buty, jadłam, piłam i tańczyłam, a nawet brałam udział w zabawach, które, o dziwo, nawet nie były obciachowe. Welonu nie złapałam, za to dostałam zadanie, żeby w czerwcu zabrać parę młodą na …

wypadłam z SLA

Melduję się, żyję, nic się nie zmienia.
Nie wyprowadziłam się, wciąż mieszkam z tatą, wciąż mnie to wkurza. Praca ta sama, ale ostatnio dostałam całe 100 zł brutto podwyżki. Żeby mi się tylko w głowie nie poprzewracało od tego dobrobytu. Życzenie ciągle jest przy mnie i wierzę, że już tak zostanie. Znajomi ci sami, żadnych nowych twarzy.
Z ciekawszych rzeczy to chyba tylko wieczór panieński koleżanki z liceum, na który pojechałam aż do Warszawy. Był okej, ale też uświadomił mi, jak nudnym człowiekiem byłam w szkole średniej.
A za tydzień na wesele. Poza tym odliczam też dni do Pyrkonu, choć niestety nie będzie tam kilku osób, na które liczyłam.
I to tyle. Post raczej nie kipi entuzjazmem, a to dlatego, że choć nie mam na co narzekać, to przez większość czasu po prostu mi się nie chce. Nic. 

zbuduję Ci dom, czyli mały update (ach, ta korpomowa)

Zacznę od pracy, bo to ostatnio większa część mojego życia. Zdarzyły się trzy ważne rzeczy. 
Po pierwsze, team, w którym byłam, nagle ni z tego, ni z owego podzielili na dwa zespoły. Kiedy zaskoczona szukałam siebie na liście członków obu grup, okazało się, że ja wyląduję w zupełnie innej. Tego ostatniego trochę się spodziewałam, i o tym, że nas przesadzą też wiedziałam, ale mimo to trochę nie mogłam się po tym pozbierać. Atmosfera po spotkaniu, na którym to ogłoszono, była naprawdę smutna, a koleżanka prawie się popłakała. W końcu jednak się przyzwyczailiśmy, a ja doszłam do wniosku, że trafiłam do fajnych ludzi. 
Po drugie, byłam z koleżankami z pracy na piwie (tak, z tymi, z którymi nas rozdzielono). Ku mojemu zdziwieniu, bawiłam się bardzo dobrze.  Obgadałyśmy ludzi, udane i nieudane podrywy, pakiet medyczny Luxmedu i urlopy macierzyńskie. Pewnie impreza by się przedłużyła, gdyby nie to, że spotkałyśmy się w poniedziałek. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się to powtórzyć.
I po trz…

za Tobą pójdę jak na bal, czyli melduję się w 2018 roku

Wszystkiego najlepszego w nowym roku. :) 
Tak, wiem, mam zapłon, 2018 rok mamy już od dwóch tygodni, ale zwyczajnie nie miałam możliwości pisać. Od wczoraj jednak jestem dumną posiadaczką nowego laptopa, więc może uda mi się bywać tu częściej.
2017 był dla mnie całkiem dobrym rokiem.
Dużo podróżowałam. Pierwszy raz w życiu byłam na Mazurach i natychmiast się w nich zakochałam. Oprócz tego był Przewóz, Pyrkon (nasz pierwszy cosplay i punkty fejmu), Giżycko - Twierdza, góry, Szwecja... No i kilka mniejszych wycieczek, a co za tym idzie, sporo keszy.
Były też mecze (ze dwa czy trzy), koncert (niestety tylko jeden), książki (ze trzydzieści, trochę mało), filmy (sporo chodziłam do kina - Strażnicy Galaktyki, Logan, Wonder Woman, Thor, Ghost in the Shell, Spiderman... i oczywiście w domu też kilka obejrzałam), spacery i rowery.
Sporo wypitego alkoholu, kilka poważnych rozmów i przepłakanych nocy, i kilka nocy nieprzespanych z zupełnie innych powodów.
Dwie prawie bez problemów zaliczone sesje…

bellissimo

Pierwsze dwa korpotygodnie minęły dość szybko i chyba nawet w miarę przyjemnie. Na razie wszyscy dookoła powtarzają nam (bo razem ze mną przyjęto jeszcze kilka innych osób), jaka to ta firma nie jest wspaniała. Na razie moje odczucia są raczej pozytywne. Kojarzę już niektórych ludzi, nauczyłam się rozkładu pomieszczeń na moim piętrze (to znaczy którędy najbliżej do której kuchni i toalet), ale wciąż jeszcze mnóstwo rzeczy przede mną. Muszę się przyzwyczaić też do rannego wstawania i półtorej godzinnych powrotów do domu, które powinny mi zajmować o połowę czasu mniej, ale korki są gigantyczne.
Poza tym, gdzieś tam były moje urodziny, oczywiście z powodu pracy i zajęć żadnego hucznego świętowania nie było. Dostałam piękny komplet łańcuszek + bransoletkę od Życzenia. W zeszłym roku były kolczyki, teraz to, tylko pierścionka jeszcze brakuje. :P On dostał ode mnie portfel i whisky, siostrze kupiłam lakiery hybrydowe.
Udało mi się w końcu upiec pierniki, teraz czekają na dekorację, i miodo…